hibiscus Irena Olczyk



Wiersz poświęcony pamięci Częstochowianek rozstrzelanych w obozie Ravensbruck dnia 13. 04. 1942r.


Noc odejść wahała się jeszcze,
gdy pierwsze wiosenne deszcze
budziły kwietniowy dzień.

A dzień w obozie jest długi
i szary, jak dymu smugi
ciągnące nad lagrem swój cień.

O wczesnej godzinie rano
z szeregu je wywołano
po krótkiej porcji snu.

Każda niesie do mety
dwadzieścia lat, jak bukiety
białego bzu.

Pod lasem w wąskim szeregu
serc kilka na życia brzegu
spłaca dług.

Zginie też modrooka
która kuli swej czeka
bez złud

Dziś jasnowłosa dziewczyna
porcji snu nie otrzyma
jako dar

Bo kula zwycięsko
zbroczona krwią męską
zniszczyła czar.

A lazur błękitem
w ich oczach odbity
jak kwietny len

Lecz może to płatki
ich oczu bławatki
utulił sen?



Gdy nocą....

Wychodzę w taką noc tylko
kiedy przy świetle księżyca
lubi na brzeg podpłynąć
rusałka lub topielica.

Gdy świecą zielone oczy
i księżyc na niebo wypływa
złote swe koło toczy
po fali, jak srebrna grzywa.

Gdy noc swe cienie zawiesza
i mroki od drzewa do drzewa
gdy gwiazdy prószą blaski,
a wiatr je przez liście przesiewa.

Wyszukam ja leśne wino
wystałe przez jeden wiek cały,
przy którym sosny gwarzyły,
nad którym wierzby płakały.

Upiję się nim do syta
wykarmię się nocą jak chlebem
i zacznę przerzucać mosty
pomiędzy ziemią a niebem.

Wraz z zorzą spłoną mosty
rusałkę zabiorą wody
i tylko sny będą wspominać
te moje leśne Gody.


Senne podróże

W tych zwykłych codziennych dniach
kroczę po śladach cienia
lecz w nocach kipiących od gwiazd
księżniczką jestem marzenia.

Ciemności stanęły na straży
gmach baśni rośnie wysoki
a sylfy i wróżki z miraży
szykują mą podróż w obłoki.

Przez morza lądy i góry
ku Indiom - gdzie Wielki Brahma
kontrolę prowadzi z chmury
dzielny duch Vasco da Gama.

Wciąż wraca z wielką przygodą
i morskie śledzi szlaki
zbłąkane statki prowadzi
zsyłając im gwiezdne znaki.

Przez Tybet dalsze drogi
po śladach Marco Polo
tu świętość o świętość zahacza
owiane mądrości aureolą.

Po kraju kwitnącej wiśni
kołyszą mnie senne podróże
może tej nocy wyśni
Batterfley miłosne róże.

Płynie mój statek płynie
bez oplat cła i paszportu
duch nocy wkracza na trasę
holuje do marzeń portu.

Otwieram oczy zdziwiona
bo brzask maluje już ściany
od steru bolą ramiona
sen prysnął przez okno rozwiany.


Jesienną porą

Liście, jak złote plamy,
na wąskiej parkowej ścieżce,
kładły się pod twymi stopami
gdyś przyjść raczyła nareszcie.

Moja spóźniona Daleka
Wiatr tańczył uliczkami
Gdym tak na ciebie czekał,
za twymi stęskniony ustami.

Jarzębin czerwone korale
i krople deszczu prawdziwe
na przekór rytmowi serca
spadaly wolno leniwie.

Podałaś mi ręce i usta
dziewczyno tak wyczekana
jak gdyby dnia pora pusta
od roku toczyła się, nie od rana.

Później odeszłaś, jak zwykle
za zakrętem kamienicy
i tylko wiatr zniósł zapach
twych włosów, wzdłuż całej ulicy.


Do róży na ścianie

Jakaś ty brzydka różo,
na ścianie wymalowana,
kolorem swym fałszywa,
i ksztaltem też zakłamana.

Zwiędnąć musisz, różo malowana
bez rosy, słońca promieni
a kolor twój szaro brunatny
czas bezgodzinny zmieni.

Myślami - płatki Ci strącam,
oczyma zdejmuję ze ściany
lecz czemu różo skrzywdzona
kolcami serce mi ranisz?


Wizyta

Jakaś wizyta i smutny pan
wypełnia mojej nadziei dzban
wykończa nocą zaczęty sen,
że może jednak, że może ten..

A jednak w końcu odchodzi pan
zostawia marzeń rozbity dzban,
z którego płyną zaczęte sny,
to nie dzban roni  -  to moje - łzy.


Kamieniste ołtarze

Szare jak myśli zgubione
kamieniste ołtarze
na nich zaklęte w marmur
święte posągi i twarze.
Dookoła splecione, pozłacane obrazy
i świętości jakoweś i anioly bez skazy.
Dla ludzi nazbyt martwe
a z bóstwa już obdarte
kamieniste ołtarze.
Modlitwa od nich odbita
jak echo wraca pusta
milczeniem dławi gardło
i wiąże wyschłe usta
kamieniste ołtarze......


Do........

Dni Ciebie mi nie przyniosły
A noce już Cię zabrały
Więc czyją postać haftujesz
W noc gwiezdną - księżycu biały?


Ostatnia kartka

Przyszedłeś raz kiedyś z wieczora
Podaleś mi zeszyt zbyt skrycie
Mówiąc, że on zawiera
I miłość i ciężkie życie
Czytalam przez całą nockę
Aż do białego rana
Ale ostatnia kartka
Nie była zapisana


Chciałabym

Chciałabym odejść gdzieś daleko
Gdzie nia ma tłumów
I zgiełku swiata
Tylko maleńka płynie rzeczka
I chata stoi jako taka
Tam przysiadł spokój na kamieniu
Majestat ciszy celebruje
Że nawet wiatr co hula czasem
Nastroju tego nie popsuje
Tam i poranki są mniej rzewne
Noce są czernią otulone
Tak miłosiernie zasłaniają
Wszelkiej pamięci snu zasłony

Szczęście

Hej, szczęście gdzieś mi uciekło
Za siedem gór i rzek
Bo tylko tam naturalnie
Nie dotrze żaden człek
Ja gonić  go nie dogonię
I łapać go nie załapię
Więc muszę zostać na ziemi
By los mój otrzymał zapłatę